Zimny maj, zimny kraj

…śpiewała niezapomniana Olga (Kora) Jackowska z Maanamu. W piosence tylko w pierwszej zwrotce było chłodno i deszczowo, bo im dalej, temperatura rosła.

Zimny maj (i kraj) nagle stawał się cudny, zielony i słoneczny, a potem zaczynały dziać się rzeczy czarodziejskie, a nawet… namiętne. Jak to u Kory. Ale jeśli dobrze zrozumiałem – to działo się tylko w snach.

A tymczasem, w realu, w Polsce mamy bardzo zimny maj. Nie pomagają zaklęcia meteorologów, przepowiednie najstarszych górali i uśmiechy telewizyjnych prezenterek. Ani pogodne sny obywateli po zapowiedzianym nowym ładzie spoełeczno-gospodarczym. Temperatury w dzień sięgają 15-17 kresek, w nocy mamy zaledwie 5-7 stopni. To na nizinach, bo w górach ciągle zima.

Jaki kwiecień, taki maj… Wprawdzie takiego przełożenia jeszcze nie ma (jest: suchy kwiecień, mokry maj), ale w tym roku poprzedni miesiąc dawał wyraźnie do zrozumienia, że nie mamy co liczyć na prawdziwą wiosenną aurę. Średnia miesięczna temperatura kwietnia 2021 r. była najniższa od… 40 lat i wynosiła 6 stopni, w Warszawie mieliśmy 22 dni z opadami, w tym cztery ze śniegiem, o nocnych przymrozkach już nie wspomnę.

A już cały maj, to jedno wielkie nieporozumienie. Tradycyjny pierwszomajowy weekend – dreszczowy i deszczowy, ogrodnicy-- chłodnicy, a św. Zofija z zimna się zwija (wszystkie rymy i przysłowia własne). Jeśli ktoś w te dni zaplanował sobie i odważył się wyjechać w jakąkolwiek część tego zimnego kraju: na jakiś biwak, rajd czy nawet krótką wycieczkę, to użył jak pies w studni (przysłowie ludowe). Meteorolog powiedziałby, że tak dzieje się z powodu „przedłużającej się adwekcji zimnego powietrza napływającej z północy, w tym z Arktyki”. Ba, żeby tylko z północy. Tej wiosny kilka razy doszło do nietypowej sytuacji, że wiatr z południa Europy, który zwykle przynosi do nas masy ciepłego powietrza, przywiał nam (dobrze, że nie tylko nam – Niemcom również) chłód. Nie wiadomo skąd wzięło się na południu Europy arktyczne powietrze i dlaczego zostało skierowane w naszą stronę? Pewnie europoseł Patryk Jaki potrafiłby znaleźć na to wytłumaczenie (wszystko przez Unię, w Brukseli nie lubią Polaków, bo nasz kraj ma swoją godność, wstaje z kolan i rozwija się szybciej niż Niemcy i Francja razem wzięte).

Dochodziło więc w maju do takich sytuacji, że na Suwalszczyźnie, tzw. polskim biegunie zimna temperatura była wyższa, niż w okolicach Wrocławia, gdzie zwykle jest najcieplej.

Te wiosenne anomalie nikomu nie są w smak. Wiele cierpkich słów pod adresem maja usłyszeć można od rolników, sadowników, działkowców… Na szczęście przyroda, jak co roku, da sobie radę i wegetacja roślin, okresy lęgowe ptaków i wszystkich innych stworzeń zrówna z kalendarzem.

Kalendarza nie dogonią jednak organizatorzy turystyki, restauratorzy, hotelarze. Gdy po długim czasie pandemicznej izolacji pozwolono im uchylić nieco drzwi w ich firmach, biurach i lokalach – zimny maj przyblokował wszystko z powrotem. Na tarasach i w ogródkach restauracyjnych pustawo, do środka nadal nie wolno wchodzić! Nie ruszyli gremialnie na górskie trasy turyści i szkolne wycieczki. Puste plaże Juraty…

Z drugiej strony, zastanawia mnie, co by się działo gdyby nagłe po-pandemiczne odmrożenie obiektów gastronomicznych i turystyczno - rekreacyjnych zbiegło się się z gorącymi majowymi wieczorami? To może jednak ten zimny maj chroni nasz kraj?

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 25 maja 2021 r.