Gazeta Mławska

Poniedziałek, 23 listopada 2020

Już teraz zamów e-prenumeratę "Tygodnika" na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-gazeta-mławska. W trosce o Państwa bezpieczeństwo polecamy nadawać ogłoszenia za pośrednictwem naszej strony: https://tc.ciechanow.pl/ogloszeniatest/pliki/ogloszenie.php

Trzeba mieć cierpliwość

04.04.2020 19:00:00

Rozmowa z Krzysztofem Butrynem, byłym piłkarzem Mławianki, Zagłębia Sosnowiec MKS Ciechanów, MKS Przasnysz, a obecnie trenerem Konopianki Konopki

W jaki sposób trafiłeś na treningi Mławianki?
– Pierwszy raz na trening poszedłem w pierwszej klasie szkoły średniej, więc bardzo późno, za namową mojego nauczyciela wychowania fizycznego pana Romana Kuczyńskiego.
* Pamiętasz pierwszy mecz w drużynie seniorów?
–  z Ornetą Braniewo, zagrałem kilkanaście minut. Cieszyłem się jak dziecko, bo już samo bycie w drużynie seniorów i trenowanie z dużo bardziej doświadczonymi zawodnikami było ogromnym sukcesem. Do pierwszej drużyny klubu trafiłem dzięki Jerzemu Masztalerowi, który wypatrzył mnie w juniorach. Po latach muszę powiedzieć, że ukształtował mnie jako piłkarza. To dzięki niemu zaszedłem tak daleko. Świetny fachowiec, a przy tym dbał o nas jak ojciec.
Ze średnich zawodników stworzył bardzo silną Mławiankę. Pamiętam, że w pewnym momencie miałem dylemat – grać dalej w piłkę, czy iść do pracy, przez którą nie mógłbym normalnie grać. Trener wziął mnie na rozmowę i powiedział: Krzysiek zaufaj mi, zostań z nami a obiecuje ci, że nie pożałujesz. Słowa dotrzymał, piłka stała się moim
sposobem na życie.

- Łatwiej pracuje ci się z najmłodszymi adeptami futbolu, czy
z seniorami?

– Różnica w pracy jest ogromna.Podczas zajęć z dziećmi nie powinno się stawiać, przynajmniej ja tak robię, na wynik sportowy, tylko na rozwój indywidualny dziecka. W seniorach najważniejszy jest wynik i zajęte miejsce na koniec sezonu.
Wspólną cechą dla obu grup jest przede wszystkim cierpliwość. Wyrozumiały musi być trener podczas zajęć z dziećmi. Podobnie jak ludzie zarządzający klubem, którzy myślą o silnym zespole seniorów.
W piłce nożnej, jak i ogólnie w sporcie, nikt nie ma przepisu na sukces ani
monopolu na wygrywanie.

* Uczestniczyłeś w historycznym awansie do II ligi. Jak z perspektywy czasu patrzysz na tamten sezon?
– Awans wywalczyliśmy w bardzo dobrym stylu, ale zarząd klubu podjął decyzję o zmianie trenera. Zupełnie dla mnie niezrozumiałą, ale cóż było robić? Byłem tylko piłkarzem. Musiałem się podporządkować takim zarządzeniom. Jako beniaminek walczyliśmy jak równy z równym z takimi zespołami jak Widzew Łódź, Ruch Chorzów,
Korona Kielce, ŁKS Łódź, czy Piast Gliwice. Wszystkie rywalizują obecnie lub rywalizowały na poziomie ekstra-klasy. Szkoda, że nie udało się dłużej pograć na zapleczu ekstraklasy.

* Muszę zadać jeszcze pytanie dotyczące kibiców. Kilkanaście razy grałeś przeciwko Mławiance. Ulubieńcem kibiców z Mławy, delikatnie mówiąc, nie byłeś. Jak reagowałeś na momentami ostre słowa z trybun?

– Do dziś nie jestem w stanie tego zrozumieć, jak ludzie mieniący się kibicami mogą w jednej chwili oklaskiwać zawodnika, a w drugiej w bardzo ostry i czasem brzydki sposób
krytykować kogoś, kto zostawił tyle zdrowia na boisku.

Przykrości spotykały byłych zawodników i trenerów, i to nie tylko od strony kibiców, ale
także od ludzi w danym momencie działających w klubie. Generalnie podczas meczu skupiałem się głów-nie na grze. Interesowały mnie wydarzenia boiskowe, a to, jakie kompleksy lub niespełnione ambicje mają ludzie na trybunach.

Grzegorz Przybyłowski

Cała rozmowa w aktualnym numerze Tygodnika

autor: redakcja17

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz